PORTRETY

IRENA MOLASY (2005)

IRENIE

21 września 2006 r. po długiej chorobie odeszła od nas Irena Molasy. Poznałem Irenę chyba jesienią 1982 r. za pośrednictwem Władka Krzeka. Udaliśmy się razem do jej mieszkania przy ulicy Borsuczej. Z miejsca otoczyła nas atmosfera ciepła, otwartości na ludzi. Irena spokojnie wysłuchała moich wywodów (dziś widzę jak nieprofesjonalnych) na temat redakcji pisma i następnie niczego nie dezawuując, usiadła przy elektronicznej maszynie do pisania i… rozległ się stukot jakby przyspieszonego karabinu maszynowego. Z szybkością kilkuset znaków na minutę wpisywała przyniesiony jej tekst. Oniemieliśmy. Wpisywaliśmy jednym palcem pierwsze numery Myśli, a tu zupełnie inny świat. W sąsiednim pokoju dobiegał stukot „konkurencyjnej” maszyny do pisania. To Władek Masłowski redagował Małą Polskę. Pomiędzy tym wszystkim poruszała się ich córka Beatka, traktująca „konspirę” jako rzecz zupełnie naturalną, co kilka lat później owocowało wynoszeniem bibuły w tornistrze szkolnym na oczach SB-eków podczas rewizji w ich mieszkaniu.

Na drugi dzień już sam udałem się do Ireny i jakby nigdy nic podjęliśmy pracę redakcyjną nad kolejnym numerem Myśli Nieinternowanych. Jakże często, gdy brakowało nam tekstu na domknięcie numeru, mówiła po prostu „dyktuj”. Dyktowałem, a ona w czasie rzeczywistym poprawiała gramatykę, stylistykę, a często poprzez użycie właściwego słowa i sens moich wypowiedzi.

Przez następne siedem lat spotykaliśmy się praktycznie codziennie. I pomimo, że różniły nas poglądy w wielu kwestiach, to jednak nigdy, sądzę że głównie dzięki Irenie, nie nastąpiły trwałe nieporozumienia. Jej rola jako członka redakcji, jak widzę to po latach, była wręcz kluczowa. Jako juror w konkursach literacko-plastycznych ogromnie profesjonalizowała nasze obrady.

Konspiracyjnym marzeniem Ireny był „zapach farby drukarskiej”. Starałem się do tego nie dopuścić z uwagi na bezpieczeństwo. Jednak któregoś dnia pokonała moje opory i stanęła do pracy przy Łakomcu n-tej generacji. Podobnie było przy akcjach ulotkowych i innych.

Czasami pracowaliśmy po kilkanaście godzin. Nie wiem doprawdy, jak Irena godziła rolę matki, żony, kobiety pracującej i konspiratora. Nigdy nie dała do zrozumienia, że danego dnia nie ma dla mnie czasu. Nie wiedziałem wówczas, że w czasie, gdy poznawaliśmy się, została wyrzucona z pracy na Akademii Górniczo-Hutniczej (w ramach tzw. weryfikacji pracowników naukowych). Odtąd musiała brać dodatkowe prace (stenogramy, maszynopisania), by żyć. Pomimo tego nigdy nie przyjęła należnej jej zapłaty za pracę w naszym Wydawnictwie.

Pamiętam jak podczas głodówki w Bieżanowie (parafii śp. księdza Adolfa Chojnackiego), głównie dzięki oddaniu Ireny byliśmy w stanie wydawać Myśli Głodujących w formie gazety codziennej, tak że już ok. 10.00 dnia następnego egzemplarze Myśli z najświeższymi relacjami z głodówki rozrzucane były na Dworcu Centralnym w Warszawie. Podobnie, gdy dokonywaliśmy pomiarów frekwencji wyborczej (1986 r.), przybliżone dane, głównie dzięki Irenie opublikowaliśmy w Sygnale już następnego dnia po wyborach.

Determinacja Ireny do walki z komuną była tak duża, że ryzykując dekonspirację często przepisywała teksty dla innych wydawnictw podziemnych. Potrafiła ukrywać w swoim domu poszukiwanych przez SB działaczy podziemia.

Przez osiem lat przez Wydawnictwo przewi­nęło się sporo ludzi. Czasami doznawaliśmy po­ważnych ubytków personalnych. Zawsze jednak pojawiali się następcy. Było tylko kilka osób niezastąpionych – jedną z nich z pewnością była i jest do dzisiaj Irena Molasy.

Wydaje mi się, że wszystko co piszę, jest niezmiernie banalne i nie opisującej właściwie Jej osoby. Osoby nieprzeciętnej, nie tylko dzięki wyjątkowej inteligencji i kwalifikacjom, lecz głównie przez wierność wyznawanym zasadom i ogólnoludzkim wartościom.

Jak wiele wybitnie uzdolnionych i pracowi­tych osób została przemielona przez system. Pomimo tego pozostała sobą. Nie stawiała żadnych roszczeń, nie podnosiła swoich zasług w obaleniu komuny i nie oczekiwała żadnych przywilejów. Po przywróceniu do pracy w 1990 r. pozostała skromnym nauczycielem akademickim. Jej nieprzeciętne umiejętności stenografii i maszynopisania wykorzystywane były przez różne instytucje w tym Radę Miasta Krakowa. Czuję się zaszczycony jej autentyczną przyjaźnią.

Na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

Tomasz Gugała

 

Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Czytaj więcej x